Nareszcie!
czwartek, luty 21st, 2008
Norbercik wrócił do formy. Jeszcze co prawda od czasu do czasu jakieś chorobowe niedobitki dają o sobie znać, ale to już ewidentnie kaszlowo/katarowi maruderzy, których nikt (łącznie z Nobciem) nie bierze na poważnie. Na ostatnie kilka dni synkowi nakazano przyjmować antybiotyki, a także zalecono wspomagać kuracje paroma nowymi medykamentami (nie rezygnując z poprzednich), przez co lista podawanych leków przybrała niebezpiecznie potężnych rozmiarów, ale i tu spotkała nas miła niespodzianka. To, co choremu Nobciowi jawiło się jako droga przez mękę wraz z lepszym samopoczuciem okazało się nie być najmniejszym problemem. Malutki zamiast – jak to było do tej pory – protestować na wątpliwej przyjemności lekarstwa (typu tran islandzki, w smaku mniej więcej coś jak olej z wątroby dorsza) zaczął pięknie współpracować i wszystko stało się łatwe. Poza tym stał się bardzo kontaktowy i rozmowny, uwielbia jak się powtarza z nim wymyślone przez Niego czy przez nas sylaby. Przebojem deklasującym inne stało się „I-Hi..Eee”, powtarzane na wszelkie kombinacje (dziś rano np. przypadło Mu do gustu dokańczanie ostatniego członu).

