Nobciu silniejszy, ale…

Przyglądając się efektom pracy synka na turnusie mam mieszane odczucia. Z jednej strony widać niepodważalne pozytywy – Nobciu wzmocnił się pod względem fizycznym (choć może nie do takiego stopnia o jakim pisałem w poprzednim wpisie pod wpływem ataku „hurraoptymizmu tatowego”), poznał pierwszych kolegów i koleżanki, co również jest czynnikiem o niebagatelnym znaczeniu, a jednak… pozostaje pewien aspekt wkraczający z buciorami w błogostan rodzicielskiej satysfakcji. Mam na myśli zmiany w psychice dziecka w podejściu do ćwiczeń fizycznych. Nobciu, który nigdy nie przepadał szczególnie za tą formą rozrywki, nierzadko jednak spisywał sie na medal, pracując czasem przez godzinę bez odrobiny płaczu, dziś na sam...