Norbercik po przyjeździe z Kościerzyny

„Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” – głosi powszechnie znana mądrość ludowa, cóż, wydaje się jednak nie być uniwersalną. Upłynęło sporo czasu zanim nasze Jajo przyzwyczaiło się do starego-nowego porządku – pokoju, zabawek, melodii pozostawionych w Gdańsku, no i oczywiście swego taty, na którego podobnie jak na pozostałych domowników pierwszego dnia zdawał się traktować z pewną dozą ostrożności. Ileż to myśmy przez to kłopotów mieli, ze zrozpaczonym ojcem rzecz jasna! Obwąchiwał, mówił, że podmienione, potem znowu wył do księzyca… szkoda gadać. W każdym razie ostatecznie uznał, że dziecko jednak jego, a i maleństwo na powrót polubiło papunia. Co więcej, tak się rozkręcili, że...