Kijek

Klilka dni minęło, od kiedy wróciliśmy do domu, a znowu jesteśmy pochłonięci Nobciowymi sprawami. Orzełek u dziadków (jak sami mówili) wybawił się, wygugał, wyturlał. Był w bardzo dobrej formie, dzięki czemu i my mogliśmy się cieszyć naszym wyjazdem. Udało się odpocząć i naładować akumulatory, co jak się okazało po powrocie bardzo się przydało… Byliśmy na szczepieniu i niestety okazało się, iż Grzybek nie przybiera na wadze, a co gorsze schudł. Waży 7840g, a przecież było już 8 kg w dziewiątym miesiącu. Jest poniżej 3 centyla i jak na 13 miesięcy troszkę więcej się Mu należy! Musimy znowu robić badania na mocz, morfologię, usg brzuszka, by wykluczyć jakieś zmiany. Zajmiemy się tym po operacji, niestety...

Czas wyjazdów

Ale przede wszystkim, wiadomość, na którą czekaliśmy wszyscy: Nobcio ma dwa ząbki na górze! Wyglądają uroczo. My zaś z grubsza wróciliśmy do formy, trochę jeszcze boli kark, ale ogólnie rzecz ujmując – już z górki. Jutro Jajo jedzie na wakacje do dziadków. Pierwszy raz będą mogli się nacieszyć sobą przez tak długi okres, mamy nadzieje, że dla wszystkich będzie to miła odmiana. Orzełka odbierzemy dopiero w poniedziałek. Część rzeczy Nobcia już pojechała, reszta jutro razem z głównym zainteresowanym. Korzystając z okazji wybieramy się na podbój Torunia, a w domku pozostaną tylko szerszenie za oknem Nawet nasz samochód pojechał do mechanika. Do...

Kolizja…

Ale mieliśmy dziś dzień… niestety do tych lepszych nie można go zaliczyć. Postanowiliśmy dzisiaj poświecić czas na załatwianie spraw formalnych, a Grzybka zostawić z babcią. Po trzech minutach jazdy samochodem w momencie, gdy staliśmy na światłach poczuliśmy potężne szarpniecie i trzask! Dwa samochody uderzyły w nas. Ten w środku zgnieciony obustronnie, zawiniła babka, która była w trzecim. Twierdziła, że zaatakowała ją osa i zamiast hamować dodała gazu… Ufff… na szczęście nikomu nic się nie stało. Artura boli kark i główka, mnie trochę plecy. Mamy nadzieję, że szybko przejdzie. Nie wyobrażamy sobie, co by było, gdyby był z nami Nobcio, to w końcu nasza stała trasa…

‚Brawo’

Norbercik od paru dni nie gorączkuje i jest spokojniejszy, niestety ząbków jeszcze nie widać (oczywiście z wyjątkiem dwóch uprzednio posiadanych). Mamy nadzieję, iż coś się wykluje w tym pięknym pyszczku przed ponowną wyprawą. Dzisiaj zaskoczył nas nową umiejętnością, sam klaszcze w rączki słysząc ‘brawo’. Ale nas to ucieszyło, idziemy do przodu! Jest to czynność, która dla dziecka niewidomego jest nie lada osiągnięciem, wymaga niesamowitej precyzji, a o to nie tak łatwo mając ledwie roczek Kilka Nobciów doszło do...

Przyśpieszony powrót…

Jesteśmy już w domku, niestety szybciej niż było to zaplanowane. Nasze małe Jajo w noc poprzedzającą operację dosłało 40 stopniową gorączkę. Pech chciał, że akurat w tym czasie zaczęły wychodzić 4 ząbki na raz… Dzień przed wyjazdem Pani rehabilitantka zauważyła dwie górne jedynki jak próbują się przebić, w Szczecinie już widać było następne dwie plamki (dolna prawa dwójka i kiełek górny). Grzybek był markotny, ale w szpitalu przeszedł wszystkie badania pomyślnie i został zakwalifikowany na operację. Raptem w nocy temperatura i wymioty z rana. Temperatura jednak nad ranem zwyczajowo spadła i lekarze mówili, że jak to od ząbków, to dopuszczą go do zabiegu. Przyszykowania trwały. Nobciu dostał odpowiednie krople, syrop...